Jak pogodzić studia z pracą? 5 zasad, dzięki którym przeżyłam dwa kierunki i pełny etat

Separator
Spis treści

Studiowałam dwa kierunki jednocześnie. Do tego pracowałam na pełen etat i przez kilka lat utrzymywałam się w trójce najlepszych studentek na roku, co dawało mi stypendium za wyniki. Kiedy o tym opowiadam, słyszę zwykle jedno pytanie: jak Ty to ogarniałaś?

Odpowiedź jest mniej spektakularna, niż mogłabyś się spodziewać. Nie mam wyjątkowej pamięci. Nie śpię po cztery godziny. Nie zrezygnowałam ze znajomych. Miałam za to pięć zasad, których trzymałam się bez dyskusji. W tym artykule opisuję je dokładnie, razem z tym, jak wyglądały w praktyce.

Czy da się pogodzić studia z pracą na pełen etat?

Da się, ale nie na zasadzie „jakoś to będzie”. Praca i studia jednocześnie wymagają systemu, bo bez niego zawsze przegrywa nauka. Po ośmiu godzinach pracy nikt nie ma ochoty siadać do skryptów. Jeśli decyzja o nauce zależy od ochoty, to nauka po prostu się nie dzieje.

Dlatego wszystkie moje zasady sprowadzają się do jednego: usunąć motywację z równania. Kiedy plan jest ustalony wcześniej, wieczorem nie podejmujesz już żadnej decyzji. Po prostu robisz to, co jest w kalendarzu.

Zasada 1. Kalendarz decyduje, nie nastrój

Czas na naukę wpisywałam do kalendarza zanim pojawiło się w nim cokolwiek innego. Konkretny dzień, konkretna godzina, konkretny przedmiot. Tak samo jak wpisuje się wizytę u lekarza albo zajęcia na uczelni.

Różnica jest ogromna. Kiedy mówisz sobie „pouczę się, jak znajdę czas”, to czas się nie znajduje nigdy. Zawsze wygra serial, spotkanie albo zmęczenie. Kiedy nauka ma swoje stałe miejsce w tygodniu, przestaje być czymś, co trzeba sobie wywalczyć. Staje się rutyną, jak mycie zębów.

W praktyce: w niedzielę wieczorem planowałam cały tydzień. Bloki nauki wpisywałam jako pierwsze, dopiero potem resztę. Jeśli coś wypadało, blok przesuwałam, ale nigdy nie kasowałam.

Zasada 2. 90 minut skupienia zamiast całej niedzieli

Przez długi czas wierzyłam, że skoro mam mało czasu, muszę uczyć się długo, kiedy tylko się da. Całe niedziele przy biurku, z telefonem obok, z przerwami na scrollowanie. Efekt był taki, że po ośmiu godzinach „nauki” umiałam niewiele więcej niż rano.

Zmieniłam to na krótkie bloki. Maksymalnie 90 minut, pełne skupienie, telefon w innym pokoju. Jeden taki blok dawał mi więcej niż cała niedziela nauki z rozpraszaczami. To nie jest kwestia silnej woli, tylko warunków. Mózg nie wchodzi w głębokie skupienie, jeśli co pięć minut coś go wybija.

W praktyce: przed blokiem przygotowywałam wszystko na biurku, żeby w trakcie po niczego nie wstawać. Po bloku robiłam prawdziwą przerwę, z dala od ekranu.

Zasada 3. Notatki robione raz, ale dobrze

Na studiach łatwo pomylić przygotowywanie się do nauki z samą nauką. Przepisywanie notatek na czysto, kolorowanie, zakreślanie w trzech kolorach. To wszystko wygląda produktywnie, ale wiedzy nie dodaje.

Ja robiłam notatki raz. Od razu w takiej formie, w jakiej miały mi służyć na sesji. Krótkie hasła zamiast pełnych zdań. Struktura zamiast ozdobników. Własne słowa zamiast przepisanych definicji, bo przełożenie czegoś na własny język to już nauka, a przepisywanie nie.

W praktyce: po każdym wykładzie poświęcałam kilkanaście minut na uporządkowanie notatek, póki wszystko pamiętałam. Przed sesją nie musiałam już niczego rozszyfrowywać.

Zasada 4. Nauka pod egzaminatora, nie pod siebie

To zasada, która uratowała mi niejedną sesję. Egzamin nie sprawdza wszystkiego, co jest w skrypcie. Egzamin sprawdza to, co dany prowadzący uważa za ważne. A to da się przewidzieć.

Zanim siadałam do nauki, zbierałam informacje. Pytania z poprzednich lat, opinie starszych roczników, tematy, do których prowadzący wracał na wykładach po kilka razy. Dopiero na tej podstawie ustalałam, czego uczę się najpierw i najgłębiej. Reszta materiału dostawała tyle czasu, ile zostało.

Niektórym wydaje się to pójściem na skróty. Dla mnie to zwykła strategia. Egzamin to gra, a grę wygrywa ten, kto zna zasady.

W praktyce: na początku semestru, a nie tydzień przed sesją, wiedziałam już mniej więcej, jak wygląda egzamin z każdego przedmiotu.

Zasada 5. Odpoczynek w planie, nie za karę

Przy dwóch kierunkach i pracy najłatwiej wpaść w tryb, w którym każda wolna chwila wywołuje wyrzuty sumienia. Znam go dobrze i wiem, jak się kończy. Wypaleniem w połowie semestru, kiedy sesja dopiero przed Tobą.

Dlatego odpoczynek wpisywałam do kalendarza tak samo jak naukę. Wolny wieczór w tygodniu, wolna część weekendu. Zaplanowany odpoczynek to nie lenistwo, tylko paliwo. Bez niego ten system nie ma prawa działać dłużej niż kilka tygodni.

W praktyce: kiedy odpoczynek był w planie, przestawał być ucieczką od nauki. Nie musiałam go sobie kraść, więc nie ciągnęło mnie do prokrastynacji w środku bloku nauki.

Od czego zacząć, jeśli łączysz pracę ze studiami?

Nie wprowadzaj wszystkich pięciu zasad naraz. Zacznij od pierwszej, czyli od kalendarza, bo na niej opiera się reszta. Zaplanuj najbliższy tydzień i wpisz bloki nauki zanim wpiszesz cokolwiek innego. Po dwóch tygodniach dołóż krótkie bloki skupienia. Kolejne zasady wejdą naturalnie.

I jedna rzecz na koniec. Te zasady nie wymagają talentu ani żelaznej dyscypliny. Wymagają decyzji podjętej raz, z góry, zamiast stu małych decyzji podejmowanych codziennie wieczorem, kiedy nie masz już siły.

Chcesz więcej takich zasad?

To było 5 z 45 zasad, które zebrałam w ebooku „Jak przeżyć studia”. Znajdziesz w nim mój cały system na naukę, sesję, organizację i studenckie kryzysy, opisany krok po kroku.

Mogą zainteresować Cię również

Separator